czwartek, 22 marca 2018

wola

 u mnie po prostu taniej było zapłacić chłopakom z wodociągów żeby mi podłączyli wodę niż prywatnym firmom, lub wodociągom które chciały dużo więcej. Ceny akurat pamiętam i wiem że wodociągi chciały 100zł za metr przyłączą, firmy prywatne 60zł + materiał, ja zapłaciłem chłopakom 60zł za metr w tym był już wliczony materiał i wcinka. Powiem więcej w wodociągach mają taki sprzęt że nawet drogi dojazdowej do mnie nie musieli rozkopywać tak jak chciały inne firmy. Jak bym się uparł to i sam bym to mógł zrobić i nad tym się również zastanawiałem mając projekt nie ma wielkiej filozofii w wykopaniu rowu i ułożeniu w nim rury, wodociągi by to musiały odebrać, może teraz się coś zmieniło, ale wtedy nie było problemów z samodzielnym wykonaniem przyłącza. Wcinkę do głównej rury i tak robią wodociągi bo za to się im płaci, mają jakąś ustaloną stawkę ja płaciłem za to chyba coś ponad 1000zł i niezależnie czy tą wcinkę zrobi Pan Jasiu czy też wodociągi za wcinkę się płaci tyle samo, mi akurat robił to Pan Jasiu z wodociągów i koszt wcinki miałem już wliczony w robociznę. Wiec jak ktoś samemu robi przyłącze to do wcinki wzywa wodociągi i nie ma późniejszego problemu z odbiorem, a jak ktoś bez uprawnień się tam wepnie to mają prawo tego nie odebrać.
z woda nie miałem problemu, ale już kanalizy mi nie pozwolili zrobić choć była 5 m od domu. Niestety ale większość decyzji w urzędach to widzimisię urzędników. Dlatego nauczyłem się jednego, jeżeli dostaje jakieś decyzję odmowne nie idę i nie dyskutuje z urzędnikiem bo wiem że jak już raz podjął decyzję odmowną, to co by nie robić to jej nie zmieni, urzędnicy są uparci i głupio im się przyznać do błędów i idą w zaparte, wiec przeważnie zawsze idę do ich przełożonych naczelnika z którym już niejednokrotnie bez nerwów załatwiłem pozytywnie swoje sprawy. Stąd wiem że w większości wypadków trzeba tylko dobrej woli żeby wszystko dało się załatwić, szkoda tylko że bardzo często tej dobrej woli jednak brakuje urzędnikom.Bywa tak, że urzędnikom nie wolno podjąć decyzji, on ma stosować się do instrukcji. On ma instrukcje, jak ma rozpatrywać sprawę, dostaje pismo, sprawdza w wytycznych i zgodnie z nimi szykuje odpowiedź i daje do podpisu dyrektorowi. Aby cokolwiek załatwić, trzeba dotrzeć do dyrektora i dopilnować, by na twoim pisemku napisał "zgoda". I nie ma to nic wspólnego z uporem czy głupotą urzędnika, a z głupotą przepisów wewnętrznych firmy, którym on podlega.   udrażnianie rur  sprężyną  Jedyne, co w takiej sytuacji może zrobić urzędnik, to podczas rozmowy z interesantem powiedzieć: ja dam odpowiedź negatywną, a jak pan chce inną, to proszę się umówić z dyrektorem. Jak nie rozmawia, tylko dostaje pismo, to odpowiedź zgodnie z instrukcją.
Co nie zmienia faktu, że bywają uparci, bywają tacy, co chcą wymusić forsę, bywają delektujący się "władzą" i masa innych przypadków.
Co do drogi to nie dziw się że gmina tej drogi nie chce zrobić, ja również walczę o drogę od paru lat. U nas w Bielsku tak jak pewnie w innych miastach że większość drug należy do jakieś instytucji u nas to jest Miejski Zarząd Dróg, który to zarządza drogami i na nie dostaje z budżetu pieniądze, miasto ma również jakieś mniejsze drogi, ale nie dostaje na nie funduszy, lub fundusze te są znikome, stad też nie chcą ich remontować bo nie maja po prostu za co. Ja musiałem pisać pisma żeby miasto przekazało drogę do Zarządu Dróg. Na dniach moja droga będzie przekazywana, mam nadzieję że w końcu doczekam się jej remontu.

woda

Chcesz zrobić przyłącze...
Jakie dokumenty złożyłaś?
Co wodociągi odpowiedziały?
Projekt przyłącza jest już gotowy?Gmina zrobiła kanalizację. Ta kanalizacja jest w drodze przed moją posesją. Droga gmianna, nie moja. Gmina swoje zrobiła - teraz to ja się chcę przyłączyć. Wybacz, ale od wcinki do mojego domu to tylko i wyłącznie moja broszka. I gmina nic nie musi - i dostawca nic nie musi. Jak nie mam ochoty zapłacić to mogę sobie zrobić szambo.
Więc nie przesadzałabym.ale wlasnie zgadasz sie na wyciagnie kasy od ludzi przez gmine. Co wiecej, usprawiedliwiasz gmine w nielegalnych praktykach. Nie ma nic za darmo?? Jakie darmo. Gmina dostaje czesc mojego podatku dochodowego. Sorry, ale moja gmina przez 3 lata mieszkania dostala tyle podatku ode mnie, ze 2 razy by ta kanaliacje rozbudowala. A ile sie trzeba bylo nachodzic.

To ze w praktyce tak sie to odbywa jak piszesz (czyli niezgodnie z prawem, lub przynajmniej na granicy prawa), nie zmienia tego prawa. I jak pisalem, UOKiK zaczal sie gminom za takie praktyki w koncu do dupy dobierac.

Nie zrobisz sobie szamba jesli gdzies tam niedaleko jest kanalizacja. Pojdziesz po wypis z MPZP i sie dowiesz ze 100m od ciebie jest kanalizacja i zgody na szambo nie dostaniesz. Stoisz pod murem. Albo za wlasna kase rozbudujesz siec kanalizacyjna, albo sie... nie wybudujesz. To jest nielegalna praktyka!! Oczywiscie zadna gmina Ci na papierze nie napisze, ze albo rozbudujesz siec za wlasna kase, albo nici z budowania domu. Chce miec gmina mieszkancow/podatnikow na swoim terenie, niech rozbuduje infrastrukture, taka ktora sama ta gmina zapisala w planie zagospodarowania. I jak napisalem, to nie jest za darmo, tylko za nasze podatki ktora gmina chetnie zbiera.
Otóż robiłem przyłącze wody (wodociąg przy granicy), też dostałem informację, która firma najlepiej mi to zrobi, jednak ponieważ rynkowe oferty były sporo tańsze (20%), zleciłem to facetowi, który obiecywał, że z odbiorem nie będzie problemów.
Niestety gość z wodociągów robót nie odebrał. No i teraz nie mam wody Tamten koleś zapadał się pod ziemię i prawdopodobnie będę musiał zwrócić się do 'polecanej' firmy tak czy siak... Takie życie. Niestety urzędnicy wiedzą, że przeciętny Kowalski nie odda sprawy do sądu, bo to trwa, a każdy chce jak najszybciej skończyć budowę. Finansowo to się też nie opłaci przy takich kwotach.
Dostawca robi przetarg, wybiera firmę , a płaci ten kto chce mieć przyłącze. Takich darmowych cudów nie ma. Potem - możesz oddać dostawcy udrażnianie odpływu ten odcinek i dostaniem (może ) zwrot kasy. Czasem się udaje przy przekazaniu, ale nie pisz, że gmina coś musi.
Jesli gmina nie ma przeznaczonej kasy w budżecie na kanalizę to mieszkańcy mogą albo jej nakukać albo zrobić ściepę. Czasy "za darmo" skończyły się wraz z komuną.
Z kim rozmawiałaś? Co to za pewna osoba? Odpowiedzialna za wodociągi? Jeśli z jakąś sekretarką, sprzątaczką to ona decyduje o tym kto Ci ma przyłącze zrobić? Czy może tylko panikujesz, bo ktoś coś tam powiedział? Idź do wodociągów i porozmawiaj z dyrektorem to sie wszystkiego dowiesz

sobota, 13 lutego 2016

granie

Gry komputerowe, gry komputerowe itd itd. Czy w takie gry tez na konsoli pogram? Oczywista sprawa jest ze to rynek gier konsolowych pobudzil wszystko do zycia na powrot. A mowa ze tylko o grach komputerowych jest bez sensu i nie przedstawia faktycznej sytuacji.  Dwa słowa odnośnie przywołanego w artykule "pokolenia 386" - nie jestem tego pewien, gdyż nie sprawdziłem ale jednak wydaje mi się, że geneza tego określenia pochodzi od oznaczenie procesora firmy Intel 80386, który na początku lat 90 stanowił podstawę wielu ówczesnych "blaszaków" (PC) - i prawdopodobnie jego masowymi użytkownikami byli młodzi wtedy Koreańczycy. w znaczeniu (chyba, bo z kontekstu tak wnioskuję) "powszechny", "nagminny"? Jako przyrodnik z wykształcenia zawsze rozumiałem, że oznacza to "ograniczony tylko do pokój zagadek warszawa określonego, zwykle niewielkiego, terenu"."To nie pierwszy taki lapsus w "Polityce" i już wcześniej mnie to irytowało, ale siedziałem cicho, bo w końcu każdy się może pomylić. Jednak w powyższym artykule słowo "endemiczny" pojawia się aż dwa razy, a za każdym właśnie w tym dziwacznym sensie. Zgłupiałem nieco - może to u mnie skrzywienie zawodowe? może mainstreamowe znaczenie jest inne? A może ostatnio słowo zmieniło znaczenie i nie zdążyłem zauważyć? Sprawdziłem w słownikach. Słownik PWN podaje; "właściwy danemu terenowi; lokalny"; słownik Kopalińskiego niemal identycznie - "miejscowy, lokalny, właściwy danemu terenowi". Jak powinienem zatem rozumieć stwierdzenie "Piractwo na takich rynkach jak polski ma charakter endemiczny"? Że poza Polską piractwa nie ma? A może - że w Polsce występuje tylko w izolowanych enklawach? Naprawdę to mieli na myśli Autorzy?"Nie miało tam być przypadkiem np. "epidemiczny", "pandemiczny", czy jakiś jeszcze inny "-demiczny"?  by pasowało, ale przynajmniej znaczenie słownikowe nie byłoby niemal dokładnie odwrotne przypisywanemu przez Autorów."Czy rednacz (czy kto tam jest odpowiedzialny za takie rzeczy), nie mógłby skłonić pp. Bendyka i Krusińskiego do sprawdzenia w słowniku, co "endemiczny" po polsku znaczy? Gram na komputerze (obecnie już nie wiele) od około 10 lat... Grałem w różne typy gier... Strategiczne, strzelanki, rpg-i i wiele innych... To, iż brutalność w grach jest duża to wszystko prawda i aby to udowodnić wystarczy sięgnąć po pierwszą lepszą grę tpp albo fpp. Nie prawdą jest jednak, iż gry nie rozwijają a nawet wręcz przeciwnie, ogłupiają. Gdyby nie gry komputerowe (większość jest w języku angielskim, albo spolszczenia są kiepskie, że lepiej po angielsku grać) nie potrafiłbym połowy tego, co potrafię powiedzieć w tym, że pokój zagadek warszawawłaśnie języku. Z gier dowiedziałem się sporo o historii, legendach, i kulturze wielu ludów... Ja osobiście preferuję gry strategiczne, rpg-ie oraz strzelanki różnego rodzaju... Mimo iż gram w nie od dziecka ani razu nie wyszedłem na ulicę się bić, nie okradałem nikogo, nie zabiłem ani nie popełniłem żadnego przestępstwa... I taka jest większość ludzi grających w gry komputerowe... Trzeba sobie zdawać sprawę, że to, co jest w komputerze to fikcja, że w realnym świecie nie "urodzisz" się na nowo jak cię ktoś zabije... A osoby, które popełniają jakieś przestępstwa pod wpływem gier to jest odsetek... Taki sam wpływ, (jeśli nie większy) mają filmy akcji... Trzeba zwrócić uwagę, że duża liczba młodzieżyobecnie spędza sporo czasu na dworze ze znajomymi paląc marihuanę, pijąc alkohol i robiąc wiele innych rzeczy, a niektórzy gracze nie dość, że z gry czerpią przyjemność to jeszcze stają się sławni i czerpią z tego zyski (różnego rodzaju zawody i mistrzostwa w grach). Gdyby nie było gier komputerowych to liczba ludzi, którzy nie mają nic do roboty (lub nie chcą nic robić) był by większy a co za tym idzie i liczba rozbojów itp. incydentów by była większa, bo szukaliby jakiegoś innego zajęcia... Osobiście uważam, że wszystko jest dla ludzi (z paroma wyjątkami jak narkotyki) i jeśli moje dziecko, (jeśli będę miał jakieś a mam w planach mieć) będzie chciało pograć na komputerze to mu pozwolę... Oczywiście nie będzie mógł grać cały dzień i nic poza tym nie robić, ale chwilkę dla relaksu oczywiście, może nawet sam z nim będę grał i że mam go przy sobie, wiem gdzie jest i co robi. Bo rodzic, którego dziecko wychodząc na dwór mówi "idę" i na pytanie rodzica, o której wróci odpowiada trzaśnięciem drzwiami nie wie nic o swoim dziecku, co robi, gdzie jest i z kim jest. Aż pewnego dnia nie przywiezie go policja lub nie dostanie powiadomienia o zatrzymaniu dziecka w izbie  z 3-4 promilami alkoholu we krwi lub zatrzymanego w areszcie... Ja będę szczęśliwy, że moje dziecko będzie przy mnie

piątek, 18 grudnia 2015

sedno

Artykuł nie porusza jednej ważnej kwestii - można być na diecie roślinnej z powodów wyłącznie zdrowotnych. Jestem tego przykładem. Przeszłam na weganizm, gdy mój organizm zaczął chorować: metabolizm wysiadł, motoryka żołądka zerowa, zespół jelita drażliwego, niedokwasota, nawracające zapalenia trzustki, zespół bólowy o dziwnym podłożu, złe wyniki krwi. A odżywiałam się naprawdę dobrze. Po zmianie diety na wegańską - jak ręką odjął. Przeczytałam kilka książek i podjęłam decyzję powodowana własnym zdrowiem. Nie obchodzi mnie cierpienie zwierząt, jakkolwiek okrutnie to zabrzmi, co czyni mnie zapewne nietypową weganką, bo zwykle ludzie do swojej diety dorabiają ideologię, ale jednak nią jestem. Uwielbiam jeść, ale mięso i nabiał to dla mnie trucizna. Kojarzą mi się z bólem (moim własnym), chemią i wszystkim, co najgorsze. "Oczywiście, że kolarze i twój znajomy, przed zawodami czy meczem zjedzą weglowodany, ponieważ potrzebuje cukrów prostych przed intensywnym wysiłkiem, muszą mieć energię. Zapytaj się ich tylko z czego są zbudowane ich mięśnie i skąd biorą budulec jakim jest białko;-) "

Zapytaj z czego są zbudowane mięśnie np. goryla i skąd bierze budulec do ich rozwoju i utrzymania w dobrym stanie?
Twój "argument" dowodzi niestety kompletnego braku znajomości tego, jak przebiega metabolizm.
"I wracamy do sedna sprawy, skąd pomysł, że osoby jedzące mięso mają się z czegokolwiek tłumaczyć, lub czuć się winne czegokolwiek. I vice versa, każdy je to, na co ma ochote, I założenie artykułu w którym Ci wstrętni mięsożercy mają sie tłumaczyć przed kimkolwiek jest stygmatyzowaniem ich jako tych gorszych. "

Tutaj z kolei wychodzi na jaw, że nie zrozumiałeś ani treści artykułu, ani mojej wypowiedzi.
Artykuł dotyczy osób, które czują potrzebę tłumaczenia się ze swojego mięsożerstwa i argumentów przez czyszczenie separatorów nich podawanych.
Jeżeli ktoś je mięso i nie widzi w tym niczego nagannego, to nie będzie się tłumaczył. Tak też robi cześć osób piszących tu komentarze.
Nie podzielam postawy typu "mógłbym zrezygnować z mięsa bo mój metabolizm mi na to pozwala, ale nie mam na to ochoty, ponieważ lubię mięso i zupełnie nie obchodzi mnie los zwierząt i ich cierpienie". Mogę ją jednak zrozumieć, bo jest przynajmniej koherentna.

Czym innym jest jednak podawanie pseudo-argumentów mających usprawiedliwić własne mięsożerstwo.
Tezy, że:
- mięśnie mogą być zbudowane wyłącznie ze zwierzęcego białka w diecie (to twój "argument")
- człowiek jest drapieżnikiem
- wegetarianie częściej chorują
- mięso jest generalnie niezbędnym składnikiem diety
są zwyczajnie fałszywe.
Osoby je podające są albo ignorantami z dużymi brakami z wiedzy biologicznej, albo zwyczajnie kłamią.
Kłamstwo dotyczy tego, że bardzo często na forach jakiś homofob "zna" kilku homoseksualistów, którzy w większości są nieszczęśliwi ze swoją orientacją, a przeciwnik wegetarianizmu oczywiście "zna" mnóstwo wegetarian i "oczywiście" większość z nich to anemiczne osobniki, które non stop chorują.

poniedziałek, 30 marca 2015

przewalutowanie

Może rzeczywiście isc trzeba do sadu, skoro proceder byl nielegalny jak stwierdził Trybunałsprawiedliwosci. Sprawa jest do wygrania i jeszcze mozna odzyskac nadpłacone PLN przeliczane po spekulacyknym kursie na CHF Zwróćcie uwagę na historycznie niskie oprocentowanie - to mafia banksterska robi sobie podkładkę pod jeszcze większe zyski. rozumiem, ze wyglądać to ma następująco: 1) kredyt w momencie podpisania umowy jest przeliczany zgodnie z obowiązującym w danym momencie WIBOR (3m lub 6m) + marzą taka jaka uzyskal kredytobiorca w CHF, 2) aktualizujemy zadłużenie zgodnie z historyczna zmiennością WIBORu (3m lub 6m) 3) przed przewalutowaniem na PLN porównujemy spłacone kwoty kapitałów i odsetek w CHF i PLN 4) finalnie jeśli przypadkiem kredytobiorca w CHF jest stratny do sytuacji, w której wziąłby od razu kredyt w pln, roznica spłacana jest osobnym kredytem w PLN na oprocentowaniu 1% z czego i tak polowe spłaca banki. jeśli tak to rozwiązanie jest super korzystne dla frankowiczow ! zaluje, ze wybralem pln - pozdrawiam frankowiczow
Przewalutują na złotówki i podniosą oprocentowanie. Następny przekręt jakie przewalutowanie i to po nowym kursie już sobie pożyczki dla zadłuzonych banki raz przeliczyły na złotówki to przewalutowały więc jak chcą złote to tyle ile było gdy udzielały kredyt,a tak to kredytobiorca ma tylko tyle franków ile ma a cena franka to jego sprawa gdzie i po ile kupi - nie dajcie się przekręcić nie jestem kredytobiorcą ale myślę .
Tragedia - jeżeli to zrobią będzie niezła afera..... KNF powinien zmusić wszystkie banki do przewalutowania z dnia zawierania kredytów.A kosztami powinien obciążyć banki które które twierdziły że kredytobiorca nie ma zdolności kredytowej w polskiej walucie i tym samym zmuszała kredytobiorcę do brania kredytów w bankach które dawały kredyt w frankach.Jestem w stanie twierdzić że była cicha zmowa miedzy bankami.Może się uda. Obowiazkiem KNF było Nadzorować banki gdzie były przez te lata. Teraz powinny stanąć po stronie obywateli a pozwalają na dalszą samowole banków. Ja mam kredyt w PLN i popieram frankowiczow, bo w naszym kraju trzeba powiedzieć dość oszust bankowym.

kredytobiorca

Tu nie ma co przeliczać.Każdy kredytobiorca wiedział ile potrzebował pieniędzy na kupno mieszkania czy domu,np.300 000złi te 300tyś podzielić należy na ilość miesięcy w ramach 25 czy 30 lat.Spłacał np.8 lat X tj.96 m-cy X rata i będziesz wiedział ile spłaciłeś a ile ci jeszcze zostało do spłaty w zł.
A banksterzy te 300 tyś zł podzielili przez kurs chf w dniu wypłaty kredytu wyszło im ilość CHF a później manipulowali kursami, wprowadzili spredy bo na początku spredów nie było i wartość kredytu zamiast maleć w miarę spłat rat to wartość kredytu rosła i rośnie dalej.
A banksterzy wstrzymywali kredytobiorców od przewalutowań,co kurs wzrósł to mówili przeczekać,przeczekać nie przewalutowywać bo kurs wróci do pierwotnej ceny a tymczsem kurs nie wracał tylko rósła a banki zyskały na tym KROCIE.Teraz znów manipulują kredytobiorcami. pomysł na "Pomoc" frankowiczom zostanie jeszcze raz oficjalnie zaproponowany oświadczam, że głosuję na PIS, zamykam konta w bankach, zabieram stamtąd  (oszczędności, lokaty, IKE, Polisy, Giełda, karty kredytowe, itp.)
Panowi Politycy - czy Wam naprawdę nie dość dramatów ludzi?
fala samobójstw jest Wam potrzebna by przejrzeć na oczy, by ruszyły Was sumienia?
banki w ten sposób gwarantują sobie jasną przyszłość- wystarczy małe potknięcie w spłacie kredytu - wtedy Bank zrywa Umowę pod tym pretekstem (teraz nie maja w tym żadnego interesu), sprzedaje Nasz dom z czystą hipoteką - a My zostajemy  na bruku z długami drugiego już niehipotecznego kredytu!!!
nie wiem kim trzeba być żeby przetrwać takie upokorzenie i świadomość że system (finansowy) TOTALNIE Cię wykorzystał - bo systemowi nie wystarczyła marża na którą umawiał się ze swoim klientem- doszedł do tego spred i manipulacje walutami -a teraz jeszcze dzielenie kredytu uprawomocnione przez Polityków, przed obliczem prawa i Konstytucji!

system nigdy się nie nasyci - szkoda że za tym stoją jednostki, które nie są w stanie dalej już normalnie funkcjonować - w pracy, w rodzinie, w społeczeństwie - liczy się tylko jeden cel - zarobić na rosnący wciąż apetyt mafii bankowej by nie dać się unicestwić i resztek swojej godności

niedziela, 15 lutego 2015

kredyt hipoteczny

Moja historia rozpoczęła się w lipcu 2010. Pozytywnie rozpatrzono mój wniosek o kredyt i zaczęły się schody... Ze względu na dwumiesięczny wyjazd służbowy poprosiłem o nadanie sprawie pilności. Dwa dni przed wyjazdem okazało się, że moja małżonka nie jest stroną w umowie o realizacji inwestycji zawartej z deweloperem. Nie będąc osobą związaną z finansami nie znałem tego wymogu. Dlaczego jednak poprawność dokumentacji nie została sprawdzona w Gdańsku i odmowa przyznania kredytu przyszła dopiero z centrali z Warszawy? Spowodowało to stratę kilku dni, co skutkowało brakiem możliwości podpisania przeze mnie poprawionej umowy i koniecznością nadania moje małżonce pełnomocnictwa i dodatkowym czasem oczekiwania na wypłatę środków.

Przyszedł czas wypłaty drugiej transzy kredytu. Okazało się, że harmonogram ustalony przez bank nie zgadza się z harmonogramem z umowy którą zawarłem z deweloperem. Próbowano zmusić mnie do podpisania aneksu i obciążyć mnie opłatą za zmianę warunków umowy kredytowej. Po mojej odmowie płacenia z błędy nie popełnione przeze mnie udało się przygotować i podpisać aneks (za darmo), oraz polecenie wypłaty transzy. Po kilku dniach dostałem informację, że niestety wniosek o wypłatę transzy został źle przygotowany i muszę go podpisać jeszcze raz. Oczywiście, po raz kolejny musiałem stawić się w oddziale banku aby podpisać dokument.Ja również stanowczo odradzam kredyt w tym banku.Jest to chyba najdroższy bank na świecie.Całkowity koszt kredytu /koszty oczywiście ukryte/ok 50 procent potwierdzam,że nie szanują klienta Od roku nie mogę doprosić się harmonogramu spłat kredytu a dzisiaj dowiedziałam się,że nie mogę korzystać z e-konta Teraz nie dziwię się ,że oddział tego banku przetrwał w moim mieście tylko kilka miesięcy

Przyszedł czas na wypłatę ostatniej transzy i tutaj znowu pojawił się problem. Pracownik banku wysłał inspekcję, która wg. dewelopera nie miała uwag, co do stanu zaawansowania budowy (stan deweloperski). Po pewnym czasie od dostarczenia dyspozycji wypłaty transzy dostałem informację o odmowie wypłaty transzy z powodu braku ścian w budynku. Tydzień wcześniej odebrałem ten budynek wraz z inspektorem budowlanym. Aby udowodnić, że dom na prawdę jest zbudowany musiałem dostarczyć protokół odbioru. Następny kontakt z obsługą klienta polegał, na poinformowaniu mnie, że mam wpłacić pewną kwotę na konto dewelopera. Źródła wyliczeń wysokości nie potrafiono mi podać, próbowano tłumaczyć, że to ubezpieczenie niskiego wkładu, co było nieprawdą, gdyż wniosłem wkład własny na poziomie 25%. Ostatecznie wymogłem wysłanie mi całkowitego rozliczenia kredytu.Starałam się u nich o kredyt mieszkaniowy 350.000ZŁ na 30 lat, 30.000 zł wkładu własnego dodatkowo zdeklarowałam się kupić ich produkty finansowe, jak to mój doradca określił jestem klientem idealnym – jestem sama, nie mam żadnych osób na utrzymaniu, żadnych kredytów, żadnych zobowiązań, średnie zarobki ponad 8.000 zł, a jednak ku zdziwieniu kredytu nie otrzymałam. Najpierw Deutsche przeciągał decyzje z tygodnia na tydzień karząc uzupełniać dokumenty: to zrobić wycenę, która początkowo jak twierdził w ogóle nie będzie potrzebna, później znów zarządzał oświadczenia od pracodawcy o przedłużeniu umowy o prace, kolejny tydzień przedłużył decyzje ponieważ mój wniosek miał zobaczyć jeszcze jeden dodatkowy analityk. W końcu po ponad 3 tygodniach czekania i marnowania mojego czasu dostałam decyzje NEGATYWNĄ , a dlaczego? Ponieważ jestem za młoda (22lata) i nie mam stabilności życiowej. To są po prostu kpiny co ten bank wymyśla!  To jest dyskryminacja młodych osób. Dlatego, że jestem młoda mam nie dostać kredytu i nie kupić własnego mieszkania. To jest śmieszne

Reasumując, każda akcja, którą bank miał wykonać kończyła się koniecznością ponownego podpisywania dokumentów, ponownym oczekiwaniem na rezultaty i marnowaniem mojego czasu na dostarczanie kolejnych dokumentów. Ponad to, próbowano mnie obciążyć dodatkowymi kosztami za błędy pracowników banku. Oczywiście, ani razu nie usłyszałem przeprosin od pracowników a jedynie uwagi na temat tego, że oponuję przed prowadzeniem współpracy w szkodliwy dla mnie sposób.